Blog sportowy Tomka Ćwiąkały

18/11/2009

Sarvas: Bakero to profesor-amigo

Zaszufladkowany do: Teksty — Tomek Ćwiąkała @ 17:58
Tags: , ,

Wczoraj jako nowy trener Polonii Warszawa został zaprezentowany Jose Mari Bakero. Czy legenda Barcelony sprawi, że przeciętni grajkowie będą kopać piłkę z polotem i – co najważniejsze – zdobywać więcej punktów? – Z polskiego zespołu w ciągu kilku dni nie zrobisz Hiszpanii– mówi specjalnie dla portalu futbolnet.pl brazylijski pomocnik „Czarnych Koszul”, Marcelo Sarvas.

- Pierwsze wrażenia z zajęć z Hiszpanem są znakomite – twierdzi 28-letmi piłkarz z Kraju Kawy. – Dzieli się on z nami wieloma ciekawymi wskazówkami i wnioskami ze swojej przebogatej piłkarskiej kariery. Zwraca dużą uwagę na umiejętności techniczne zawodników. W indywidualnej rozmowie ze mną poruszył ponadto kilka kwestii dotyczących taktyki. Nie ulokował mnie co prawda jeszcze na żadnej konkretnej pozycji, ale myślę, że będę spełniał podobne zadania jak u poprzednich trenerów.

Bakero jest już czwartym szkoleniowcem Polonii, z jakim ma okazję pracować Sarvas. Wcześniej w tym sezonie z lepszym bądź gorszym skutkiem zespół prowadzili Jacek Grembocki, Dusan Radolsky i ostatnio Michał Libich. – Nie traktujemy Bakero inaczej niż poprzednich trenerów, z racji sukcesów, jakie osiągał w Barcelonie – deklaruje Brazylijczyk. – Każdemu należy się taki sam szacunek. Jedynie filozofie prowadzenia drużyny są różne.

Czy można więc oczekiwać, że Polonia będzie teraz prezentowała, zbliżony do drużyn hiszpańskich, ofensywny styl gry? – Trzeba grać tym, co się ma – twierdzi Sarvas. – Bakero przeprowadził z zawodnikami sporo rozmów i wie, ile potrafimy. Dał się przy tym poznać jako bardzo przyjaźnie nastawiona osoba. Zna język piłkarzy i wie, jak nas traktować. Jest dla nas zarówno przyjacielem, jak i surowym nauczycielem. Taki z niego profesor-amigo!

Pierwszy test przed Hiszpanem już w piątek, derby Warszawy z Legią. – Zdajemy sobie sprawę, że faworytami są rywale, ale myślimy tylko o zwycięstwie. Chcemy się pokazać z jak najlepszej strony nowemu trenerowi – kończy Sarvas.

W końcu, jeśli spadać, to z wysokiego konia. Tak można podsumować przedderbowy, urozmaicony niecodziennym trenerem, nastrój w klubie z Konwiktorskiej.

14/11/2009

Spahić: Muszę się bać Tarasiewicza

Zaszufladkowany do: Wywiady — Tomek Ćwiąkała @ 10:36
Tags: , ,

Jest jednym z cichych odkryć letniego okna transferowego w polskiej ekstraklasie. Bośniak Amir Spahić trafił do Śląska Wrocław po krótkim pobycie w Torpedo Moskwa i z miejsca zdobył uznanie trenera Ryszarda Tarasiewicza. W rozmowie z futbolnet.pl 26-letni zawodnik opowiada o swoim pobycie w Polsce oraz o reprezentacji Bośni i Hercegowiny, która dziś i w najbliższą środę walczy z Portugalią o awans do mistrzostw świata RPA 2010.

- W jaki sposób trafił Pan do Śląska?

- Mój rodak, mający za sobą kilka lat gry w Polsce, Admir Adżem, dał mi kontakt do pewnego menadżera, który skierował mnie z kolei na testy do Wrocławia. Na wieść o tej propozycji zadzwoniłem do mojego przyjaciela Semira Stilicia, z którym przez dwa lata występowałem w Żeljeznicarze Sarajewo. Powiedział, że Śląsk jest bardzo dobrym zespołem i doradził mi przyjazd do waszego kraju.

- Jak się Panu podoba w Polsce?

- Po dwóch latach spędzonych w Rosji chciałem spróbować czegoś nowego. Wrocław jest moim zdaniem jednym z najpiękniejszych polskich miast. Inne widziałem tylko przy okazji meczów. Dłuższy czas spędziłem tylko w Poznaniu, dokąd zaprosił mnie Stilić. Jestem szczęśliwy w Polsce.

- Z kim trzyma Pan w zespole Śląska?

- Dużo czasu spędzam z Vukiem Sotiroviciem. Pochodzi on z Serbii i nasze języki są do siebie podobne. Na początku mojego pobytu w Polsce Vuk bardzo mi pomógł, za co jestem mu wdzięczny. Myślę, że mnie polubił.

- Jakie jest Pana zdanie na temat trenera Tarasiewicza?

- Cieszy się on dużym autorytetem wśród zawodników. Zanim rozpoczął karierę trenerską, był reprezentantem Polski, grał też w lidze Francji. Dzięki temu znakomicie zna się na futbolu. Jest piłkarską legendą Śląska. Ja, jako jego podopieczny, muszę go słuchać, a także… czasami się bać.

- W sezonie 2002-03 był Pan zawodnikiem Austrii Wiedeń. Była okazja zapoznać się z polskimi piłkarzami występującymi w tym klubie, Krzysztofem Ratajczykiem i Radosławem Gilewiczem?

- Byłem wówczas za młody, by ich poznać. Natomiast podczas pobytu w Arminii Bielefeld miałem kontakt z Arturem Wichniarkiem i Maciejem Murawskim. Już wtedy dało się odczuć, że Wichniarek w Niemczech jest gwiazdą. Spędziłem w tym klubie dwa sezony, ale niestety nie udało się zadebiutować w Bundeslidze.

- Z Bielefeld przeniósł się Pan do austriackiego Eisenstadt, a następnie do Żeljeznicara Sarajewo. Ale chyba najciekawsze były dwa sezony w Torpedo Moskwa, prawda?

- To był bardzo trudny okres. W Rosji piłkarz jest praktycznie pozbawiony życia prywatnego. Długie loty na mecze są niezwykle męczące. W pierwszym sezonie w Torpedo strzeliłem trzy gole, grając jako prawy pomocnik. Na tej pozycji też nienajgorzej się czuję, ale na lewej flance lepiej. W Polsce na szczęście jest zupełnie inaczej niż w Rosji. Mam 26 lat, najlepszy okres wciąż przede mną. Chcę teraz osiągnąć jak najwięcej w barwach Śląska.

- Waszemu zespołowi nie za bardzo wiedzie się w rozgrywkach ekstraklasy. Zaledwie ósme miejsce w tabeli…

- Stilić uprzedzał mnie, że drugi sezon Śląska w najwyższej klasie rozgrywkowej będzie trudniejszy. W drugiej kolejce mieliśmy strasznego pecha. Prawie do końca meczu z Polonią Warszawa prowadziliśmy 2:1, a w doliczonym czasie rywale wbili nam dwa gole. Bardzo nam było szkoda tych straconych punktów. Z niezłej strony pokazaliśmy się za to w derbowym spotkaniu z Zagłębiem Lubin. Teraz przed nami trzy bardzo ważne starcia – z Odrą, Arką oraz Cracovią. Obiecuję, że damy w nich z siebie wszystko.

- Pomówmy o reprezentacji Bośni i Hercegowiny, która dziś i w środę zmierzy się z Portugalią w ramach barażu o prawo gry w przyszłorocznych mistrzostwach świata. Jak ocenia Pan szanse swoich rodaków?

- Pół na pół, ale w futbolu wszystko jest możliwe. Nie zawsze wygrywają faworyci. Naszą najsilniejszą stroną jest świetny atak – Edin Dżeko, Vedad Ibisević – oraz wspomagający ich z linii pomocy Zvjezdan Misimović. Jeśli dziś dobrze wypadniemy w Lizbonie, to wierzę, że awansujemy, bo Portugalczykom przy naszej publiczności będzie się grało w środę niezwykle ciężko. Podsumowując, jestem optymistą.

- Waszego selekcjonera, Miroslava Blażevicia, po ostatnich sukcesach reprezentacji nosi się pewnie na rękach?

- Każdy trener, który obejmował moją drużynę narodową, chciał coś osiągnąć, ale udało się tylko Blażeviciowi. Mało tego, on dokonał cudu! Możliwość walki w barażu o awans na mundial dla kraju, który nie tak dawno cierpiał z powodu wojny, to coś fantastycznego.

- Czy „Ciro”, jak nazywa się Blażevicia, wie, że w Polsce gra taki piłkarz jak Amir Spahić?

- Sztab szkoleniowy kadry nawet się ze mną kontaktował. Nie chciałbym jednak teraz przyjeżdżać na zbiórkę, bo zaczęłoby się gadanie, że ten gość chce się „wkręcić” do drużyny w ostatnim momencie. Dojście do barażu jest ogromnym sukcesem tych chłopaków, którzy są stałymi członkami reprezentacji. Nie jestem zdenerwowany, że pomijano mnie przy wysyłaniu powołań. Może dostanę swoją szansę w przyszłym roku? To w każdym razie moje największe marzenie.

- A jakie szanse na grę w kadrze mają wspomniany Stilić oraz bramkarz Lecha, Jasmin Buric?

- Stilic już jest zawodnikiem reprezentacji, ale nie występuje jeszcze w jej pierwszym składzie. Na jego pozycji gra bowiem Misimović, czyli jeden z najlepszych obecnie ofensywnych pomocników na świecie. Niełatwo będzie zająć jego miejsce. Burić natomiast grał niedawno w drużynie U-20 i ma jeszcze czas na zespół seniorski. Bośnia dysponuje bramkarzami występujących na co dzień w ligach Turcji lub Anglii.

12/11/2009

Ochalik bye bye

Zaszufladkowany do: Teksty — Tomek Ćwiąkała @ 20:11
Tags: ,

„Takich czystek Wiśle Kraków dawno już nie było”. To słowa dziennikarzy, którzy pofatygowali się dzisiaj do pawilonu medialnego klubu z Reymonta. Z „Białą Gwiazdą” nie pożegnał się jednak ani trener Maciej Skorża, ani zawodnik Paweł Brożek, lecz rzecznik prasowy Adrian Ochalik oraz dwaj pracownicy działu marketingu, Grzegorz Falk i Dariusz Gryźlak.

Powodem dyscyplinarnego zwolnienia tych panów jest wystosowanie przez nich listu otwartego do Prezesa Rady Ministrów Donalda Tuska i posłów RP w sprawie ograniczenia funkcjonowania w Polsce bukmacherów internetowych. Z oświadczenia opublikowanego dziś przez oficjalną stronę Wisły wynika, że nie skonsultowali oni swojego pomysłu „z górą”. W tej kontrowersyjnej sprawie szefostwo „Białej Gwiazdy” nie chciało najwyraźniej zajmować oficjalnego stanowiska. Trudno jednak tak naprawdę uwierzyć, że Ochalik list przygotował samowolnie, nie informując o nim swoich przełożonych.

Sytuacja ta ośmiesza do pewnego stopnia wizerunek klubu. Opublikowanie słynnego już listu przeszło tak naprawdę bez echa. Dopiero teraz, po zwolnieniu Ochalika i spółki, ludzie zaczęli się sprawą interesować. Na wiślackich forach kibice toczą zażarte dyskusje, czy były już rzecznik powinien za swą niesubordynację zapłacić głową.

O ile pożegnanie się z dwoma specjalistami od marketingu pozostało niezauważone, o tyle wyrzucenie Ochalika także przez lokalne środowisko dziennikarskie zostało przyjęte z zaskoczeniem. Był on bowiem oddany klubowi od dłuższego już czasu. Funkcję rzecznika piastował od 14 lutego 2007 roku. Wcześniej przez kilka lat był spikerem podczas meczów na stadionie przy ulicy Reymonta.

Od dziennikarzy Ochalik zawsze wymagał profesjonalizmu. Chcesz wywiadu, zadzwoń i się umów. Potem mail z tekstem do autoryzacji. Nawet piłkarze z racji bariery językowej rzadko rozmawiający z prasą niechętnie podawali swoje numery telefonów. Działaczom zależało, aby klub pod względem kontaktów z mediami nie odbiegał od europejskiej czołówki. Tyle że Wisła to nie Barcelona i w pomocy gra tu Diaz, a nie Xavi, więc pewne proporcje powinno się zachować.

Przed dwoma miesiącami Bogusław Cupiał pożegnał się z dyrektorem sportowym Wisły, Jackiem Bednarzem, poszerzając tym samym kompetencje trenera Macieja Skorży. Posunięcie to miało zbliżyć klub do modelu angielskiego, gdzie trener menedżer ma więcej niż u nas do powiedzenia m.in. w sprawie transferów.

Może teraz krakowscy działacze chcą dołożyć Skorży jeszcze jedną funkcję? Jednak na Wyspach Brytyjskich szkoleniowcy nie są zarazem rzecznikami prasowymi.

Następna strona »

Blog na WordPress.com.