Blog sportowy Tomka Ćwiąkały

04/02/2010

Nie lubię, jak się robi z kogoś szmatę

Zaszufladkowany do: Wywiady — Tomek Ćwiąkała @ 20:57
Tags: , , , ,

Jacek Kazimierski. Kilka skojarzeń nasuwa się, gdy słyszymy to nazwisko. Od Grzegorza Szamotulskiego przez imprezy po Mariusza Pawełka. W rozmowie z trenerem naszych reprezentacyjnych bramkarzy, przeprowadzonej specjalnie dla portalu futbolnet.pl, nie został poruszony tylko ten drugi temat. Skupiliśmy się na sprawach stricte sportowych. Zapraszamy do lektury!

- Rozmawiamy w pawilonie medialnym Wisły. Co Pana sprowadza z powrotem do Krakowa?
- Muszę pozałatwiać formalności dotyczące zakończenia mojej pracy w tym klubie, a także kwestie mieszkaniowe.

- Nie tęskni Pan za „Białą Gwiazdą”?
- Tęsknię za każdym miejscem, w którym osiągnąłem sukces. Ale takie już jest życie zawodowego sportowca i trenera. Pracuję tam, gdzie zarabiam pieniądze i gdzie mnie chcą. Jeśli chodzi o Wisłę, świetnie wspominam współpracę z Maćkiem Skorżą. Oceniam jego umiejętności trenerskie bardzo wysoko.

- Nie było możliwości łączenia funkcji trenera bramkarzy w kadrze i Wiśle?
- W przypadku Wisły było to wykluczone.

- W drużynie narodowej Pana obowiązki będą się znacznie różnić od tych, jakie miał Pan w klubie.
- W reprezentacji bardziej skupię się na selekcji. Na pewno będę się kontaktował z ludźmi odpowiedzialnymi za szkolenie bramkarzy. Na razie koncentruję się na wybraniu odpowiedniej zawodników. Potem, kto wie? Może znowu trafię do jakiegoś klubu? Na pewno nie wykluczyłbym Wisły, której bardzo wiele zawdzięczam. To bardzo fajny klub, ma wspaniałych kibiców.

- W Krakowie odpowiedzialnym za szkolenie Mariusza Pawełka był Jacek Kazimierski. W jednym z wywiadów odniósł się Pan do krytyki, jaka często spada na tego bramkarza, mówiąc, że jest on już zaszczuty. Może Pawełek powinien skorzystać z pomocy psychologa?
- Wie pan, ja jestem od spraw szkoleniowych i treningów. Nie wiem, czy to dobry moment… ale błędy popełnia każdy bramkarz. Tyle, że po pomyłkach Pawełka często padają gole.

- Zgadza się Pan z opinią, że fatalny występ w niedawnym meczu z Danią będzie na nim ciążył do końca sezonu?
- Tak, na pewno będzie mu bardzo ciężko. Widzieliśmy, w jakim stylu Pawełek rozpoczął nowy rok. Może mu się to odbić czkawką. Z drugiej strony jednak, może go też wzmocnić. To kwestia tylko psychiki, bo umiejętnościowo ten chłopak na pewno sobie poradzi. Weźmy przykład Artura Boruca. Facet był numerem jeden w Celtiku. Ratował drużynę przed bolesnymi porażkami. Doskonale bronił w meczach Ligi Mistrzów z Manchesterem United. Potem jedna wpadka, druga i opinia publiczna zaczęła z niego drwić. Szanuję krytykę, ale normalną, piłkarską. Zdaję sobie sprawę, że trzeba wytykać błędy, ale nie lubię, jak się robi z kogoś szmatę.

- Czy Pawełek po wspomnianej konfrontacji z Danią oddalił się od reprezentacji?
- W kadrze, szczególnie jeśli chodzi o golkiperów, jest duża konkurencja. Ligi zagraniczne, w których występują polscy bramkarze, zdecydowanie różnią się poziomem od naszej ekstraklasy. Niepowoływanie zawodników, którzy bronią w Celtiku, Arsenalu czy Manchesterze byłoby po prostu niesprawiedliwe.

- Jak z perspektywy czasu ocenia Pan sagę pt. „Testy bramkarzy w Wiśle Kraków”. Pojawiło się na nich aż dwudziestu aspirantów!
- Ale żaden dobry.

- Zaraz, zaraz, ale ktoś ich zapraszał.
- OK, dwóch-trzech niezłych było. Ciekawy piłkarz to Brazylijczyk, Marcelo Moretto albo Fin Henri Sillanpaa. Jeszcze jeden człowiek był, ale… uciekło mi teraz jego nazwisko. Weźmy przykładowo tych dwóch. Reszta to było zresztą jakieś kompletne nieporozumienie. Przecież oni do dziś nie potrafią sobie znaleźć klubu! Proszę pana, przyjeżdża do Wisły bramkarz i mówi, że jest zainteresowany grą w naszym klubie. Po trzech miesiącach dzwoni i znowu wyraża chęć gry. Ale skoro on przez ten czas nie znalazł pracodawcy, to chyba nie jest wartościowym zawodnikiem. Taki Sillanpaa broni cały czas u siebie w klubie. Jest powoływany do reprezentacji. Nawet nie jako pierwszy, czy drugi bramkarz, ale mimo wszystko przewija się przez drużynę narodową. Moretto natomiast bardzo mi się spodobał w jednym ze sparingów.

- Dlaczego więc go nie zatrudniliście?
- Przecież to nie ja płacę za bramkarza.

- Kto jak kto, ale Moretto kwot z kosmosu nie żądał.
- Wie pan, tu został faktycznie popełniony błąd. Ale to naprawdę nie ja decyduję, za kogo się płaci. Mam tylko powiedzieć, czy ktoś jest dobry, czy zły. Nie sztuką jest kupić bramkarza za pół miliona euro, który się nie nadaje do bronienia. Sztuką jest ściągnąć dobrego za 50 tysięcy euro.

- Wisła ostatecznie zdecydowała się zatrudnić Marcina Juszczyka, który… wraca do Krakowa po dwóch rundach spędzonych na cypryjskich boiskach. Jeśli ma on być konkurencją dla Pawełka, to dlaczego wcześniej z niego zrezygnowaliście?
- Byłem przeciwny jego odejściu. Po co takie zamieszanie? Po co robić sztuczny tłok z innymi bramkarzami? Przecież Marcin miał 22 lata. Wcześniej bronił w reprezentacjach juniorskich. Nie jest tak doświadczony jak „Mario”, ale jako jego zastępca całkowicie nadawał się do gry w polskiej lidze. Dlatego nie rozumiem ruchów – „zwalniamy Juszczyka, zatrudniamy nikogo”. Wiadomo, przyszedł 19-letni Ilie Cebanu. I to było niezłe posunięcie. Bo trójka: Pawełek, Juszczyk, Cebanu – spokojnie wystarcza na naszą ligę. Z jakiej racji szukano więc sztucznego napędzania dziennikarskiej fobii dotyczącej bramkarzy w Wiśle?

- Ta fobia napędzana była samą liczbą golkiperów, których sprawdzaliście.
- Ale jeśli ja się dowiaduję, że na testy przyjeżdża bramkarz i jest już na treningu, to ja muszę go przyjąć! Nie powiem – „hej, kolego, skąd się wziąłeś?”.

- Odejście Ilie Cebanu do Rubina Kazań zaskoczyło Pana?
- Mnie w obecnych czasach nic już nie zaskakuje. Dziś facet jedzie na mecz, gra świetnie i momentalnie ktoś go wychwyci. Są różne gusta i guściki. Dla jednego najlepszym piłkarzem był Maradona, dla drugiego Pele, a dla trzeciego Ronaldo lub Messi. Rubin nie wziąłby chłopaka, który nic nie potrafi.

- Po co w takim razie Wisła szukała konkurencji dla Pawełka, skoro miała w swoich szeregach zawodnika, którego umiejętności właśnie zostały docenione przez silny klub europejski?
- Nie wiem. Nie rozumiem tego.

- Wypuszczono do Rosji nieoszlifowany diament?
- Być może. To się okaże. Ilie jest niezwykle pracowity. Ma bardzo dobre warunki fizyczne. Zobaczymy, jak się rozwinie. Jeden bramkarz, mając dziewiętnaście lat przebija wszystkich umiejętnościami, a kilka lat później jest po prostu słaby.

- Dziewiętnaście lat ma trzeci bramkarz Wisły, Filip Kurto.
- I jego oceniam bardzo wysoko. Będzie świetny. Musi tylko mieć klub, który zdecyduje się w niego inwestować. Pasowałoby go wysłać na wypożyczenie.

- Jak wygląda ranking polskich bramkarzy według Jacka Kazimierskiego?
- Trudno mi ocenić na przykład takiego Łukasza Fabiańskiego, gdyż nie gra regularnie w podstawowej jedenastce Arsenalu. Tomek Kuszczak dobrze wypadł w ostatnich meczach ligowych, ale tu jest taki paradoks, bo do bramki Manchesteru wrócił Van der Sar. Niech pan mi teraz wytłumaczy albo po prostu zapyta Fergusona, dlaczego nie broni Kuszczak. On odpowie – „to nie jest pana sprawa, ja ustalam skład”.

- A którzy bramkarze występujący na polskich boiskach spodobali się Panu w jesieni?
- Kilku się wybiło, ale dopiero gra w europejskich pucharach zweryfikowałaby ich umiejętności. W polskiej lidze często zapomina się o błędach lub przegranych meczach. Zawsze mówi się o dobrych. A propos, jeśli o kimś mówi się non-stop, to znaczy, że mamy do czynienia z dobrym piłkarzem albo z facetem po prostu medialnym. Teraz na przykład o mnie się dużo pisze.

- Których polskich fachowców od szkolenia bramkarzy ocenia Pan najwyżej?
- Nie prowadzę takich klasyfikacji. Szanowanym trenerem jest Krzysiek Dowhań. I zgadzam się z tą opinią. Inni mogą pracować fajnie, ale nie mają gwarancji, czy bramkarze, którymi się opiekują, odniosą sukces. Przecież nie wytrenuje pan człowieka z ulicy na golkipera. Chłopak musi mieć charyzmę, talent i – przede wszystkim – predyspozycje do gry w bramce. Rolą trenera jest pomóc takiemu.

- Czy sukcesy Boruca, Fabiańskiego, a także Jana Muchy, naprawdę przypisuje Pan szczęściu, a nie umiejętnościom trenerskim Dowhania?
- Szczęście i dobra praca to dwa elementy, które składają się na rozwój dobrego piłkarza. Też miałem sporo szczęścia, że złapałem Wojtka Kowalewskiego czy Artura Boruca do Legii. Czy chociażby takiego Grześka Szamotulskiego. Albo Zbyszka Robakiewicza, którego wyciągnąłem z czwartej ligi, a on potem piłkarskiego Oskara zdobył! Miałem wyczucie. Popatrzmy na świętej pamięci Kazimierza Górskiego. Miał facet niesamowitego nosa. Świetnie selekcjonował i to wyniosło go na wyżyny trenerskiego zawodu.

- A wie Pan, jak Szamotulski ocenia warsztat Jacka Kazimierskiego?
- Często z siebie żartujemy i mówimy różne dziwne rzeczy.

- Monotonne treningi polegające tylko na strzelaniu i łapaniu – to też żart?
- Kiedy Grzesiek coś takiego powiedział?

- W ubiegłym roku.
- Grzesiu czasem jest taki złośliwy. Jak się powie na jego temat coś niekorzystnego, to on się odgryzie dwa razy. Robi to złośliwie. Wie pan, kiedy nie miał z kim trenować, to dzwonił do mnie i mnie prosił, żebym przygotował dla niego indywidualne zajęcia. Chyba o czymś to świadczy, prawda?

- Proszę na koniec sobie wyobrazić, że jest Pan na miejscu Macieja Skorży. Mariusz Pawełek popełnia kolejny błąd. Daje Pan szansę Juszczykowi lub Kurto?
- Tak, pozwalam grać komuś innemu. Oczywiście, jeśli te błędy byłyby nagminne. Kiedy mamy niewielką różnicę poziomów między bramkarzami, trzeba dać szansę rezerwowym. To zupełnie normalne.

- Wytrzymałby Kurto psychicznie?
- Oczywiście, że tak. Facet ma dziewiętnaście lat. Ja, gdy miałem osiemnaście, wszedłem do bramki Legii i występowałem u boku Kazimierza Deyny i Lesława Ćmikiewicza! Grałem i poradziłem sobie. Filip to nie jest nadpobudliwy Szamotulski, który ma pretensje do wszystkich, tylko nie do siebie.

Oferty z Wisły były, ale wolę Koronę!

Zaszufladkowany do: Wywiady — Tomek Ćwiąkała @ 20:50
Tags: ,

W Polsce piłkę kopie już blisko sześć lat. Zanim tu trafił, obok treningów u boku Ronaldinho, czas pochłaniały mu zajęcia z tajskiego boksu. Dziś nie myśli o transferze do najsilniejszych klubów naszej ekstraklasy. Woli brać udział w sportowym rozwoju Korony Kielce. Zapraszamy do lektury wywiadu z Brazylijczykiem Hernanim.

- Na początek chciałbym Ci złożyć życzenia wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia!
- A dziękuję, dziękuję! W grudniu wziąłem w Brazylii ślub kościelny z Polką, Anią. Półtora roku wcześniej, dokładnie siódmego czerwca 2008, pobraliśmy się w urzędzie stanu cywilnego w Krakowie.

- Czy możemy więc powiedzieć, że Hernani jest już Polakiem?
- To skomplikowana sprawa. Jestem w Polsce od sześciu lat. Znam wasz język. Przystosowałem się do klimatu, kultury i jedzenia. Czuję się tu szczęśliwy.

- Do pełni tego szczęścia brakuje chyba tylko obywatelstwa…
- No tak. Cała dokumentacja jest już na biurku prezydenta. Pozostaje mi tylko czekać na pomyślne rozpatrzenie sprawy.

- Wciąż masz nadzieję na grę w reprezentacji Polski?
- Wszystko jest możliwe. Każdy piłkarz marzy o występach w drużynie narodowej, prawda?

- Tak, ale Franciszek Smuda powiedział, że nie chce w mieć „następnych Rogerów” w kadrze.
- Każdy trener ma swoją koncepcję i swoje zdanie. Smuda jest fachowcem i wie, co robi.

- Porozmawiajmy o Koronie. Za Wami pierwsza część przygotowań do rundy wiosennej. Ale ostatnio to się nie popisaliście. Drużynie ekstraklasowej nie wypada remisować z zespołem z trzeciej ligi, Omegą Kleszczów. Nawet w sparingu!
- Wiem, wiem. Musimy wygrywać. Ale przed tym meczem mieliśmy za sobą niezwykle intensywne i wyczerpujące treningi. Ćwiczyliśmy trzy razy dziennie! Niektórzy byli bardzo zmęczeni. Nowy trener, Marcin Sasal, dał nam w kość, co było widać właśnie w tym meczu. Przeciwnicy wykorzystali naszą kiepską dyspozycję w pierwszej połowie, kiedy wbili nam dwa gole. W drugiej części spotkania złapaliśmy właściwy rytm i odwdzięczyliśmy się im tym samym. Skończyło się wynikiem 2:2.

- Jesteś zadowolony ze współpracy z nowym szkoleniowcem?
- Do tej pory naprawdę dał nam popalić, ale… to bardzo dobry trener. Jestem przekonany, że długo zostanie w ekstraklasie. Charakterem przypomina mi szkoleniowców brazylijskich. Przeprowadza bardzo zróżnicowane treningi. W tabeli jesteśmy na nienajlepszym, dwunastym, miejscu, więc to normalne, że pan Sasal tak wiele od nas wymaga.

- Poprzedni trener, Marek Motyka nie, był taki surowy?
- Sasal wprowadził do Korony swoją wizję gry, którą ukształtował, prowadząc jeszcze Dolcan Ząbki w pierwszej lidze. Teraz sprowadził do Kielc kilku zawodników, z którymi pracował w przeszłości. Szanuję zarówno jego, jak i Motykę, ale uważam, że styl tego ostatniego po prostu nie pasował do piłkarzy Korony.

- Za kadencji Motyki Wasz klub ściągnął zawodnika o wyrobionej na polskim rynku marce, Twojego rodaka, Edsona. Dlaczego w Kielcach mu się nie powiodło?
- Moim zdaniem Edson za późno do nas dołączył. Nie miał praktycznie żadnego przygotowania fizycznego, przez co nie złapał odpowiedniego rytmu. Zabrakło mu czasu. W pewnym momencie szło mu nieźle, ale na drodze stanęła kontuzja. A szkoda, bo pod względem technicznym to naprawdę wspaniały zawodnik.

- Przed kilkoma dniami, ku zdumieniu kibiców i dziennikarzy, nowym kapitanem Korony został Nikola Mijailović.
- Najstarszym piłkarzem Korony jest Edi Andradina (34 lata – przyp. red.). Ja za to mam najdłuższy staż w klubie z obecnych zawodników. Przyznam szczerze, że wybór Mijailovicia na kapitana mnie również zaskoczył. Spodziewałem się, że opaskę przejmie raczej Aleksandar Vuković. Ale Nikola też sobie poradzi. To doświadczony piłkarz i prawdziwy walczak.

- Korona po siedemnastu kolejkach plasuje się – jak wspomnieliśmy – na dwunastej pozycji w ligowej tabeli. Która będzie na mecie sezonu?
- Nie mamy jasno określonego celu. Koncentrujemy się na każdym kolejnym meczu. Najważniejsze, żebyśmy po trzydziestu kolejkach znajdowali się ponad strefą spadkową. Wiosnę rozpoczniemy od starcia z Jagiellonią. I musimy je wygrać, ale… ona też musi. Czeka nas trudny mecz.

- W Polsce uchodzisz za twardego obrońcę, a przede wszystkim za piłkarza „z nazwiskiem”. Nie czas na krok do przodu i transfer do klubu, który rokrocznie walczy o tytuł?
- W swojej karierze miałem kilka propozycji z Legii czy Wisły. Gram w Koronie już piąty sezon i jestem naprawdę zaskoczony, że ten klub tak szybko się rozwija. Ciężko zresztą mówić o odejściu, skoro zostały mi jeszcze dwa lata kontraktu. Gdy podpisywałem z Koroną pierwszą umowę, w 2005 roku, zespół występował jeszcze na starym stadionie. Dziś gramy na ładnym, nowym obiekcie. Odnowa biologiczna (te dwa słowa Hernani powiedział po polsku – przyp. red.) też stoi na najwyższym poziomie. Popatrz, Legia i Wisła już są na topie i chcą ten poziom utrzymać. Wiesz, jaka jest różnica między tymi drużynami a Koroną? One nie mogą upaść, a Korona musi się wybić!

- Na początku swojej kariery w Polsce zdarzało Ci się słyszeć rasistowskie wyzwiska z trybun. Teraz takie sytuacje nie mają zapewne już miejsca.
- Nie. Mieszkam w Kielcach już prawie pięć lat i jestem tu bardzo szczęśliwy. Gdybym miał jakieś problemy, już dawno wróciłbym do Brazylii.

- Myślę, że kibole i tak są dla Ciebie niestraszni. W końcu niewielu piłkarzy ma za sobą karierę tajskiego boksera…
- Zgadza się. Gdy byłem nastolatkiem i grałem w Gremio Porto Alegre, trener doradził mi, abym zapisał się na zajęcia muay-thai. Z racji słusznego wzrostu zwinność nie należała do moich mocnych stron. Przez trzy lata trenowałem więc tajski boks i… bardzo mi to pomogło w futbolu. Jestem dziś dzięki temu dużo szybszy i zwrotniejszy.

- Niezłą pakę mieliście wtedy w Gremio. Luizao, Tinga, Anderson Polga… Było od kogo się uczyć!
- Grałem też z Eduardo Costą, który dziś jest piłkarzem AS Monaco. A na końcówki meczów wchodził u nas sam Ronaldinho! Z Polgą nawet się przyjaźniłem. Zawsze był szybkim i silnym piłkarzem, a… wiesz dlaczego? Bo pochodzi z południa Brazylii, z Rio Grande do Sul. W tej części kraju pracuje się z zawodnikami inaczej. Dużą wagę przykłada się do przygotowania fizycznego. Dlatego pochodzącym z tamtego rejonu łatwiej przystosować się do piłki europejskiej. Taki Robinho, z okolic Sao Paulo, jest na przykład znakomity technicznie, ale nie dostosował się do europejskich realiów.

- Wróćmy jeszcze do spraw związanych z Koroną. Przed Wami obóz w Turcji. Teraz spodziewacie się lżejszych treningów?
- Będziemy ćwiczyć głównie na boisku. Czeka nas sporo pracy związanej z techniką i taktyką. Treningi poprawiające muskulaturę mamy już za sobą. Będziemy się też chcieli z dobrej strony pokazać w kilku sparingach.

02/02/2010

Zastałem Jagę drewnianą, a zostawiłem murowaną?

Zaszufladkowany do: Wywiady — Tomek Ćwiąkała @ 19:40
Tags: ,

Dzień przed wylotem na zgrupowanie do Turcji trener Jagiellonii Białystok, Michał Probierz, w wywiadzie dla portalu futbolnet.pl opowiada o przygotowaniach do wiosennych rozgrywek, jak i o transferach swojego klubu. Odnosi się także do krytyki, jaka spadła na niego w jednym z ostatnich wydań periodyku „Futbol News”.

- Prawie wszystkie zespoły z polskiej ekstraklasy wybierają się w lutym do Turcji.
- Zgadza się. Będziemy tam mieli odpowiednie warunki, by przygotować się do wiosennych rozgrywek, a także niezłych sparingpartnerów. Między innymi Rapid Bukareszt i OFK Belgrad.

- Do Antalyi zabiera Pan aż ośmiu piłkarzy występujących na co dzień w młodzieżowej drużynie „Jagi”. Możemy się zatem spodziewać odmłodzenia zespołu na wiosnę?
- Mamy w tej chwili 25 zawodników w szerokiej kadrze. Jest grupa młodzieży, którą zamierzamy systematycznie wprowadzać. Na razie dajmy tym młodym chłopakom spokojnie trenować. Zobaczymy, co będzie dalej.

- Dlaczego nie zdecydowaliście się na kontynuowanie współpracy z niemieckim pomocnikiem, Marco Reichem?
- W grudniu kończył mu się kontrakt i uznaliśmy, że nie będzie nam już potrzebny. Szukaliśmy zawodnika innego typu. Wyzdrowiał Michał Renusz, mamy Kamila Grosickiego, załatwiliśmy Maycona.

- O tym Brazylijczyku jeszcze porozmawiamy. Wróćmy do Reicha. Czy zdarzało się mu lekceważyć swoje obowiązki w Białymstoku? Podobno w jego poprzednich klubach miały miejsce takie sytuacje.
- Nie interesuje mnie jego przeszłość i nie mam zamiaru tego komentować. Marco podpisał kontrakt z drugoligowym austriackim klubem i już o tym zawodniku nie myślę. Koncentruję się teraz na swoich nowych podopiecznych.

- Jagiellonię opuścił też Krzysztof Król. Udał się za ocean, do Chicago Fire.
- Mówiono też, że przeniesie się do Włoch. Pojawiały się opinie, że hamujemy mu karierę. Chciał odejść, to odszedł. Dostał propozycję z Chicago, skorzystał z niej i może wypatrzy go jakiś niezły europejski klub. Ja Królowi życzę powodzenia.

- Mniej widocznym ubytkiem będzie odejście 20-letniego Kolumbijczyka, Gustavo Adolfo Lamosa Cardenasa. Ale wiązano z nim w Białymstoku swego czasu spore nadzieje…
- I mógłby nawet zostać, ale w jego kontrakcie z poprzednim klubem była wysoka kwota odstępnego. Z właścicielami Jagiellonii ustaliliśmy, że lepiej te pieniądze przeznaczyć na szkolenie młodzieży.

- Kto w tej chwili jest pierwszym bramkarzem Jagiellonii – Rafał Gikiewicz, Grzegorz Sandomierski czy Grzegorz Szamotulski? Ustaliliście już hierarchię?

- Każdy z tych zawodników ma szansę. Na razie jest za wcześnie, żeby mówić o jakiejkolwiek hierarchii. Wszyscy na pewno zagrają po pełnym meczu w Turcji. Potem razem z trenerem bramkarzy, Ryszardem Jankowskim, podejmiemy stosowne decyzje.

- Wróćmy do Maycona. Kiedy zainteresowaliście się tym piłkarzem?
- Obserwowaliśmy go już odpowiednio wcześniej. Cały transfer załatwiał Czarek Kulesza. On zawsze rzetelnie podchodzi do takich spraw. Nie wszyscy muszą znać szczegóły tych operacji. Ważne, że w tym przypadku działał skutecznie.

- Rozmawiał Pan już z Mayconem o jego roli w drużynie?
- Tak, on świetnie posługuje się językiem rosyjskim. Przez pierwszy tydzień naszego pobytu w Turcji będzie trenował inaczej niż reszta zespołu. Na Białorusi ligowa jesień skończyła się wcześniej niż u nas. Musimy więc spokojnie przygotować dla niego nieco inny program ćwiczeń. Zobaczymy, jak się będzie prezentował w sparingach i wtedy pomyślimy o jego ustawieniu na boisku.

- Jagiellonię zasilił też Mladen Kascelan, który wraca do Polski po nieudanym pobycie w Karpatach Lwów. Powiedział Pan, że, aby mieć z niego pożytek, trzeba go będzie najpierw okrzesać. Co miał Pan na myśli?
- Mladen nie może tyle faulować! To niezwykle ambitny piłkarz, ale musi podchodzić do swoich obowiązków z większym spokojem.

- Czytał Pan tekst Pawła Zarzecznego w gazecie „Futbol News” z ostatniego czwartku?
- Nie.

- A to prawda, że powiedział Pan, że „zastał Jagiellonię drewnianą, a zostawił murowaną”?
- To nie są moje słowa.

- Czuje się Pan w Białymstoku jak prezydent?
- Nie czytałem tego artykułu. A do pewnych plotek to mi się nawet nie chce odnosić. Nie ma po prostu sensu tego komentować!

Następna strona »

Blog na WordPress.com.