Jest jednym z cichych odkryć letniego okna transferowego w polskiej ekstraklasie. Bośniak Amir Spahić trafił do Śląska Wrocław po krótkim pobycie w Torpedo Moskwa i z miejsca zdobył uznanie trenera Ryszarda Tarasiewicza. W rozmowie z futbolnet.pl 26-letni zawodnik opowiada o swoim pobycie w Polsce oraz o reprezentacji Bośni i Hercegowiny, która dziś i w najbliższą środę walczy z Portugalią o awans do mistrzostw świata RPA 2010.
- W jaki sposób trafił Pan do Śląska?
- Mój rodak, mający za sobą kilka lat gry w Polsce, Admir Adżem, dał mi kontakt do pewnego menadżera, który skierował mnie z kolei na testy do Wrocławia. Na wieść o tej propozycji zadzwoniłem do mojego przyjaciela Semira Stilicia, z którym przez dwa lata występowałem w Żeljeznicarze Sarajewo. Powiedział, że Śląsk jest bardzo dobrym zespołem i doradził mi przyjazd do waszego kraju.
- Jak się Panu podoba w Polsce?
- Po dwóch latach spędzonych w Rosji chciałem spróbować czegoś nowego. Wrocław jest moim zdaniem jednym z najpiękniejszych polskich miast. Inne widziałem tylko przy okazji meczów. Dłuższy czas spędziłem tylko w Poznaniu, dokąd zaprosił mnie Stilić. Jestem szczęśliwy w Polsce.
- Z kim trzyma Pan w zespole Śląska?
- Dużo czasu spędzam z Vukiem Sotiroviciem. Pochodzi on z Serbii i nasze języki są do siebie podobne. Na początku mojego pobytu w Polsce Vuk bardzo mi pomógł, za co jestem mu wdzięczny. Myślę, że mnie polubił.
- Jakie jest Pana zdanie na temat trenera Tarasiewicza?
- Cieszy się on dużym autorytetem wśród zawodników. Zanim rozpoczął karierę trenerską, był reprezentantem Polski, grał też w lidze Francji. Dzięki temu znakomicie zna się na futbolu. Jest piłkarską legendą Śląska. Ja, jako jego podopieczny, muszę go słuchać, a także… czasami się bać.
- W sezonie 2002-03 był Pan zawodnikiem Austrii Wiedeń. Była okazja zapoznać się z polskimi piłkarzami występującymi w tym klubie, Krzysztofem Ratajczykiem i Radosławem Gilewiczem?
- Byłem wówczas za młody, by ich poznać. Natomiast podczas pobytu w Arminii Bielefeld miałem kontakt z Arturem Wichniarkiem i Maciejem Murawskim. Już wtedy dało się odczuć, że Wichniarek w Niemczech jest gwiazdą. Spędziłem w tym klubie dwa sezony, ale niestety nie udało się zadebiutować w Bundeslidze.
- Z Bielefeld przeniósł się Pan do austriackiego Eisenstadt, a następnie do Żeljeznicara Sarajewo. Ale chyba najciekawsze były dwa sezony w Torpedo Moskwa, prawda?
- To był bardzo trudny okres. W Rosji piłkarz jest praktycznie pozbawiony życia prywatnego. Długie loty na mecze są niezwykle męczące. W pierwszym sezonie w Torpedo strzeliłem trzy gole, grając jako prawy pomocnik. Na tej pozycji też nienajgorzej się czuję, ale na lewej flance lepiej. W Polsce na szczęście jest zupełnie inaczej niż w Rosji. Mam 26 lat, najlepszy okres wciąż przede mną. Chcę teraz osiągnąć jak najwięcej w barwach Śląska.
- Waszemu zespołowi nie za bardzo wiedzie się w rozgrywkach ekstraklasy. Zaledwie ósme miejsce w tabeli…
- Stilić uprzedzał mnie, że drugi sezon Śląska w najwyższej klasie rozgrywkowej będzie trudniejszy. W drugiej kolejce mieliśmy strasznego pecha. Prawie do końca meczu z Polonią Warszawa prowadziliśmy 2:1, a w doliczonym czasie rywale wbili nam dwa gole. Bardzo nam było szkoda tych straconych punktów. Z niezłej strony pokazaliśmy się za to w derbowym spotkaniu z Zagłębiem Lubin. Teraz przed nami trzy bardzo ważne starcia – z Odrą, Arką oraz Cracovią. Obiecuję, że damy w nich z siebie wszystko.
- Pomówmy o reprezentacji Bośni i Hercegowiny, która dziś i w środę zmierzy się z Portugalią w ramach barażu o prawo gry w przyszłorocznych mistrzostwach świata. Jak ocenia Pan szanse swoich rodaków?
- Pół na pół, ale w futbolu wszystko jest możliwe. Nie zawsze wygrywają faworyci. Naszą najsilniejszą stroną jest świetny atak – Edin Dżeko, Vedad Ibisević – oraz wspomagający ich z linii pomocy Zvjezdan Misimović. Jeśli dziś dobrze wypadniemy w Lizbonie, to wierzę, że awansujemy, bo Portugalczykom przy naszej publiczności będzie się grało w środę niezwykle ciężko. Podsumowując, jestem optymistą.
- Waszego selekcjonera, Miroslava Blażevicia, po ostatnich sukcesach reprezentacji nosi się pewnie na rękach?
- Każdy trener, który obejmował moją drużynę narodową, chciał coś osiągnąć, ale udało się tylko Blażeviciowi. Mało tego, on dokonał cudu! Możliwość walki w barażu o awans na mundial dla kraju, który nie tak dawno cierpiał z powodu wojny, to coś fantastycznego.
- Czy „Ciro”, jak nazywa się Blażevicia, wie, że w Polsce gra taki piłkarz jak Amir Spahić?
- Sztab szkoleniowy kadry nawet się ze mną kontaktował. Nie chciałbym jednak teraz przyjeżdżać na zbiórkę, bo zaczęłoby się gadanie, że ten gość chce się „wkręcić” do drużyny w ostatnim momencie. Dojście do barażu jest ogromnym sukcesem tych chłopaków, którzy są stałymi członkami reprezentacji. Nie jestem zdenerwowany, że pomijano mnie przy wysyłaniu powołań. Może dostanę swoją szansę w przyszłym roku? To w każdym razie moje największe marzenie.
- A jakie szanse na grę w kadrze mają wspomniany Stilić oraz bramkarz Lecha, Jasmin Buric?
- Stilic już jest zawodnikiem reprezentacji, ale nie występuje jeszcze w jej pierwszym składzie. Na jego pozycji gra bowiem Misimović, czyli jeden z najlepszych obecnie ofensywnych pomocników na świecie. Niełatwo będzie zająć jego miejsce. Burić natomiast grał niedawno w drużynie U-20 i ma jeszcze czas na zespół seniorski. Bośnia dysponuje bramkarzami występujących na co dzień w ligach Turcji lub Anglii.