Sobotnie starcie Legii Warszawa z Koroną Kielce będzie dla dwóch piłkarzy ekipy gości powrotem na stadion przy ulicy Łazienkowskiej. Aleksandar Vuković barw stołecznego klubu bronił przez prawie osiem sezonów. Edson Luiz da Silva natomiast, trykot z „elką” przywdziewał przez ponad trzy lata.
Brazylijczyk ten do Polski został ściągnięty ze Sportingu Lizbona przez Marka Jóźwiaka oraz Mariusza Piekarskiego. Po oglądnięciu popisów piłkarza na kasetach wideo, wysłannicy Legii pojechali do Portugalii, aby naocznie się przekonać, jak poczyna sobie zawodnik, który miałby być lekiem na problemy z obsadą lewą obrony. Edson w spotkaniu z Maritimo Funchal wypadł na tyle dobrze, że szybko przystąpiono do rozmów na temat transferu, który wkrótce został sfinalizowany.
W Warszawie Edson zjawił się niemal w tym samym momencie co jego rodak, Roger Guerreiro. – Trzymaliśmy się razem, ale na początku trudno było mi się przystosować do nowych realiów – wspomina 32-letni obrońca.
Problemy z aklimatyzacją nie miały przełożenia na występy na boisku. Mierzący 178 cm piłkarz sympatię kibiców zaskarbił sobie przede wszystkim dzięki znakomitemu wykonywaniu rzutów wolnych. W swojej debiutanckiej rundzie wystąpił w dziesięciu meczach, trzykrotnie trafiając do bramki. Przyczynił się w ten sposób do niecierpliwie wyczekiwanego w Legii mistrzostwa Polski (2006), przełamującego trzyletnią dominację Wisły Kraków.
– Klub bardzo tego potrzebował. Zdobycie mistrzostwa było moim najwspanialszym momentem w barwach Legii – wspomina Edson.
Potem było jednak już tylko gorzej. W sezonie 2006-07 legioniści zdołali obronić tytułu, zajmując na mecie rozgrywek zaledwie trzecie miejsce. Rok później uplasowali się na drugim, ale ze stratą aż 14 punktów do zwycięskiej Wisły. Na otarcie łez pozostał im triumf w Pucharze Polski. Runda jesienna 2008 roku była dla Edsona ostatnią w klubie z Łazienkowskiej. Nie zaakceptował nowych warunków kontraktu i zdecydował się na powrót do ojczyzny.
W Clube Nautico Caparibe długo jednak miejsca nie zagrzał. Kilka rozmów telefonicznych z występującym w Koronie Kielce rodakiem, Edim Andradiną, przekonało Edsona do ponownego spróbowania swoich sił w polskiej lidze. – Wasz kraj darzę szczególnym uczuciem. Przyznaję, że trochę za nim tęskniłem. Nie zastanawiałem się więc długo nad propozycją, jaką otrzymałem z Korony – zwierza się.
Gdy opuszczał Legię, media prześcigały się w publikowaniu jego nieprzychylnych wypowiedzi na jej temat. Dziś sam zainteresowany do sytuacji podchodzi z dużo większym dystansem: – Nie chciałbym do tego wracać, to już przeszłość. Legia zajmuje ważne miejsce w moim życiu, otworzyła mi drzwi do polskiego futbolu. Szanuję wszystkie osoby pracujące w tym klubie. Czy podam rękę panu Mirosławowi Trzeciakowi? Oczywiście, nie czuję żalu do nikogo.
Pomimo miłych wspomnień związanych z byłym klubem, na boisku sentymentów nie będzie. – Wychodząc na plac gry nigdy nie myślę o niczym innym niż o zwycięstwie. Nie uważam poza tym, żebym w najbliższym spotkaniu miał coś do udowodnienia. W Polsce wszyscy znają mój charakter i umiejętności. Chyba każdy kibic wie, kim jest Edson?!